Rozmowa z Krzysztofem Hirszem, muzykiem, multiinstrumentalistą, człowiekiem, pełnym pasji do muzyki i życia…

Jeśli nie mieliście jeszcze okazji posłuchać Krzysztofa Hirsza  na żywo – to już w ten piątek odbędzie się koncert w Bryne!

          fot.Maksymilian Puchtel

Jak długo mieszkasz w Norwegii?

Niebawem minie dekada. Strasznie szybko mija ten czas, lecz jestem bardzo zadowolony, że spędziłem go właśnie tutaj.

Skąd pasja do muzyki?

To się po prostu pojawiło znikąd. Miałem 12 lat i pewnego dnia obudziłem się z ogromna chęcią rozpoczęcia gry na gitarze. Początki nie były łatwe, ale dzięki pomocy pewnych ludzi, z każdym dniem było coraz lepiej.

Jesteś gitarzystą czy to jedyny instrument na którym grasz?

Gram na rożnych instrumentach…głownie na gitarze oraz instrumentach perkusyjnych. Staram się jednak wykorzystać każdą sposobność na poszerzanie horyzontów w graniu muzyki. Wirtuozem bym siebie nie nazwał, jako, że nie posiadam wykształcenia muzycznego, ale multiinstrumentalista to chyba właściwe określenie tego, co staram się robić.

Jakie są twoje inspiracje muzyczne? Jakiej muzyki lubisz słuchać? Jaka muzykę lubisz grać?

Bez wątpienia ostatnimi czasy moim numerem uno jest Kensington. To jest muzyka idealnie trafiająca we wszystko czego w muzyce szukam. Wychowałem się jednak na The Beatles, Oasis, Pearl Jam, Creed, Coldplay oraz na starym dobrym polskim hip hopie. Staram się jednak nie ograniczać do jednego gatunku muzycznego i zarówno we własnych utworach jak i w coverach, które wykonuje można usłyszeć szeroka różnorodność. Najważniejsze żeby dobrze czuć się w tym, co się gra.

Co robisz na co dzień?

Na co dzień oczywiście pracuje, dużo śpię i oglądam dużo filmów, spędzam mnóstwo czasu w gronie przyjaciół. Zastanawiam się coby tu zrobić, by nie musieć już chodzić do pracy i dalej żyć na zwyczajnym poziomie… Zajmuję się domem, psem, poświęcam trochę czasu na inne pasje: narciarstwo, wspinaczkę, judo, motocykle. Nudy brak, a impreza wiecznie trwa. To tak po krotce …

Twój zespół – kto go tworzy, jak długo się znacie? Jak często „próbujecie”? Gdzie można Was posłuchać? Jak się nazywacie?

Mój zespól tak naprawdę nie istnieje. Kiedyś z chłopakami których możecie kojarzyć z WOŚPowego koncertu tworzyliśmy fajny skład. Niestety 2 muzyków wyjechało z Norwegii i cały projekt legł w gruzach. Teraz – tak naprawdę – gramy razem tylko z doskoku, przy dużej potrzebie, takiej jak np. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wielka szkoda, że nie możemy jakoś lepiej się zorganizować, bo Patryk, Morten i Eirik są naprawdę świetnymi muzykami i jestem pewien, że razem moglibyśmy zdziałać wiele. Posłuchać nas w pełnym składzie nie jest łatwo, gdyż nie zdarza się to zbyt często, ale przy każdej nadchodzącej okazji dajemy znać jak największej liczbie osób. Co do nazwy zespołu jest nią najczęściej moje imię i nazwisko w przeróżnych wariacjach… nigdy nie mogę się zdecydować na stalą pieczątkę.

 Fot. MK Foto
Jak oceniasz życie w Norwegii, czy czujesz się tu dobrze?

Tutaj jest mój dom, jak na razie jest mi tu fantastycznie

Byliśmy na Twoim koncercie na Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy i naprawdę dałeś czadu! Skąd w Tobie tyle energii? Czy na co dzień też jesteś taki pełny życia?

Na pewno nie mam jej tyle na co dzień, ale jeśli jestem czymś podekscytowany, to rzeczywiście kipi ze mnie lawa. Dotyczy to nie tylko muzyki i występowania na scenie.
Koncert dla WOŚPu nie zdarza się codziennie…bylem wtedy bardzo naładowany całym wydarzeniem, publika też zrobiła swoje i było wtedy czuć masę pozytywnych wibracji. Byłem też niesamowicie szczęśliwy i dumny, że mogę ponownie gościć na scenie finału, stąd zapewne silniki pracowały na pełnych obrotach.

Jakie są Twoje marzenia zawodowe?

Nie jestem pewien czy są to marzenia zawodowe, ale jak każdy mam ich kilka. Największym z nich – jest chyba możliwość prowadzenia życia i utrzymania się na w miarę normalnym poziomie dzięki temu, co kocham robić najbardziej i co sprawia mi najwięcej frajdy. Żyć zajmując się muzyką i podróżując – ile się da, to chyba jedno z tych największych marzeń!

Gdzie chciałbyś być za 5 lat, co chciałbyś robić?

Chciałbym mniej pracować w tym, w czym muszę, a więcej w tym, w czym chce Nigdzie nie zamierzam stąd uciekać…ja naprawdę kocham tu mieszkać…no możne z wyjątkiem tych najgorszych pogodowo 4 miesięcy, które najchętniej spędzałbym na jakimś swoim skrawku ziemi – gdzieś w fajnym, ciepłym miejscu.

Trzymajcie się kochani, wszystkiego co dobre i do zobaczyska – mam nadzieję – na którymś z koncertów, których będzie coraz więcej!
Pozdrawiam, Krzysztof Hirsz

Najbliższy koncert już w ten piątek w Garborgstova Kafe w Bryne. 
24 marca
godz. 19.00
Więcej informacji znajdziecie tutaj::
https://www.facebook.com/events/1819957514920636/

 

fot.Maksymilian Puchtel

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here