28 maja 2017 będziemy mieli okazję wybrać się do prawdziwego teatru – po polsku w Stavanger!  Zapraszamy do lektury wywiadu przeprowadzonego z artystą Marcinem Marcem, twórcą lalek, scenarzystą i reżyserem.

Lalki, pacynki, teatr to zupełnie inny świat. Skąd taki pomysł na siebie? Kiedy  zdecydowałeś, że właśnie tym chcesz się zajmować ?

Teatrem zacząłem się interesować w szkole średniej. Później trafiłem do Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. Tam dopiero poznałem co to teatr lalkowy. W szkole uczysz się wszystkiego, co Ci się może przydać na scenie” od mówienia wierszem po animacje pacynką. Jedno i drugie jest bardzo trudne. Mówię o tym, ponieważ decyzja o Marionetkach zapadła dużo później:… W szkole nie ma czasu myśleć o tym co się będzie robiło po jej ukończeniu. Tak też było ze mną. Po obronie pracy magisterskiej i zagraniu ostatniego dyplomu, dostałem angaż w Teatrze Lalek Arlekin w Łodzi. Dopiero tam się zaczął prawdziwy teatr lalek!

Wcześniej pracowałeś w Teatrze Lalek Arlekin w Łodzi, teraz postanowiłeś otworzyć własną „mobilną scenę marionetkową” Dlaczego? I czy da się z tego żyć?

Nie lubię tego pytania: „Czy da się z tego żyć” Jakoś żyje, więc się da:! Ale do rzeczy! Teatr Lalek Arlekin to początek prawdziwej przygody z lalkami. Tam pracowałem przez pięć sezonów, gdzie miałem okazję zagrać w jedenastu przedstawieniach, gdzie grałem przeróżne role. Tam też zakochałem się w marionetkach. W pewnym momencie potrzebowałem zmiany. Nie chciałem już mieszkać w Łodzi, a praca w teatrze już mi nie wystarczała. Potrzebowałem wyzwań, i rozwoju. Postawiłem wszystko na jedną kartę i wyjechaliśmy razem z moją Martą z Łodzi. Najpierw były Bory Tucholskie, gdzie zbudowałem scenę marionetkową i pierwsze przedstawienie „Czerwony Kapturek”.
Bory Tucholskie były tylko przystankiem przed Gdańskiem gdzie do dzisiaj mieszkam i Prowadzę Teatr Barnaby. Miałem trochę szczęścia bo spotkałem tutaj bardzo dobrych ludzi, dzięki którym moja działalność cały czas się rozwija. W tej chwili mam już osiem przedstawień z których dwa są trzyosobowe. W roku wystawiam około trzystu przestawień, więc nie ma czasu na nudę.
Czy możesz przybliżyć jak wygląda proces tworzenia przedstawienia? Najpierw tworzysz lalki, potem scenariusz, czy na odwrót?
Najpierw jest pomysł. Później scenariusz, na podstawie którego można stworzyć scenografię, muzykę i lalki. Jak już mam wszystko, mogę przystąpić do prób.
Czy sam tworzysz swoje postacie czy zlecasz to komuś innemu?
Do niedawna wszystko robiłem sam. Teraz w pracowni za lalki i scenografię odpowiada Karolina Michałek- artysta plastyk.
Jakie było pierwsze Twoje przedstawienie? Jak wspominasz pracę nad nim?
Pierwszy był „Czerwony Kapturek” Nad tym przedstawieniem pracowałem w Jeżewie w Borach Tucholskich. Miałem jedną marionetkę na wzór i tworzyłem po kolei wszystkie postaci. To było bardzo fajne, ponieważ nie miałem pojęcia jak to robi . Informacje czerpałem z internetu. Pracownie miałem w szopie, a mieszkaliśmy w glinianej chacie. Było naprawdę twórczo. Premierę miałem na powietrzu przed domem, a na widowni siedzieli znajomi którzy nam wynajmowali domek.

 

Czy przywiązujesz się do swoich marionetek? Masz swoje ulubione lalki?
Wszystkie są super. Lubie je, ale nie przywiązuje się do nich bo to moje narzędzie pracy. Często gram po trzy przedstawienia dziennie i plecy naprawdę bolą. Wtedy nawet nie chcę na nie patrzeć . Ale to szybko mija.
Wiemy, że wykorzystujesz w swojej pracy wiele technik, używasz lalek, kukiełek, pacynek, a także całej sylwetki – siebie jako aktora w przedstawieniu. Jaka jest Twoja ulubiona technika?
Każda technika lalkowa daje mi dużo radości, im prostsza lalka tym trudniej ją animować. Ja lubię wyzwania i najnowszy spektakl robię w pacynkach.
Twoje przedstawienia są pełne humoru i pozytywnej energii? Czy prywatnie też jesteś „wesołym gościem” czy to tylko taka rola?
To chyba pytanie do Was 🙂
Co ci się podoba najbardziej w Twojej pracy?
Praca na scenie uzależnia. Adrenalina, słowo i widzowie, którzy za każdym razem są inni.
Jak trafiłeś do Norwegii? Skąd pomysł na przedstawienia marionetkowe dla dzieci polonijnych?
Przez Kaję Szulc Nweke 🙂 Nie pamiętam dokładnie kto do kogo napisał, ale skończyło się to przedstawieniem w Stavanger. Nie ma to dla mnie znaczenia czy gram dla dzieci w Polsce czy w Norwegii. Zawsze jest wesoło i to jest najważniejsze.
Wiemy, że byłeś już w zeszłym roku w Stavanger – jak podoba Ci się to miejsce?
Super!!! Strasznie się wtedy z Moją Martą opaliliśmy. Co nas trochę zdziwiło, bo Norwegia to nie Kalifornia, ale słońca wtedy było na prawdę dużo. Poza tym wspaniała widownia i doskonale przygotowane miejsce do grania. Norwegia trochę elektryzuje i chce się do niej wracać.
 Zaczynasz teraz mini tourne, będziesz w Kristiansand, Stavanger i Haugesund – jak byś zachęcił tych, którzy jeszcze nie widzieli Cię w akcji? Dlaczego warto wybrać się na takie przedstawienie?
Zapraszam Was na prawdziwe przedstawienie marionetkowe, na którym będzie się można trochę pośmiać , odrobinę przestraszyć, ale przede wszystkim przeżyć niesamowitą przygodę teatralną….
28 maja (niedziela)
przedstawienie “Kot w butach” w wykonaniu Teatru Barnaby.
Organizatorem wydarzenia jest iNorge Forening.
Bilety dostępne na
PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here