Ekipa ze Stavanger na lodowcu Folgefonna tym razem był to jęzor zwany Møsevassbreen.

 

Te zdjęcia przyprawią Was o gęsią skórkę.

Gdy zobaczycie , jak pęka lodowiec ten cały majestatyczny zapierający dech w piersiach widok. Błękitny lód schodzący wprost do turkusowego jeziora. Na pewno przejdą Wam ciarki.

fotograf- Ryszard Cieślak

Marząc o wędrówce po lodowcu musicie wiedzieć , że jesteśmy we właściwym miejscu Norwegia ma ich ponad dwa tysiące! Najwięcej znajduję się jednak daleko na północy na Svalbardzie. Jednak już 80 km od Bergen na terenie Hordaland znajduję się trzeci co do wielkości w Norwegii lodowiec Folgefonna.

Spełniając swoje marzenia o wyprawie na lodowiec ekipa ze Stavanger zorganizowała wspólny wyjazd.  Jakie ich czekały tam atrakcje , jak wyglądała ich podróż ?

Jedną z osób z tej ekipy był Ryszard Cieślak fot. ze Stavanger, który dołączył przed kilkoma miesiącami do tej aktywnej turystycznej grupy, stworzonej właśnie przez Polaków mieszkających właśnie w Stavanger i okolicach .

Pierwsze wspólne wyjście zorganizowane było na lodowiec Folgefonna , na jęzor o nazwie Juklabreen.

Pierwsze lody zostały ,,przełamane,, Już wiedziałem ,że chcę więcej – opowiada Ryszard. Ostatnia wycieczka odbyła się również na Folgefonna lecz tym razem był to jęzor zwany Møsevassbreen. Decyzja zapadła niemal w ostatniej chwili , wystarczyła optymistyczna prognoza pogody.

To był kolejny bardzo aktywny weekend przed nami – wspomina Ryszard

A więc wyjechaliśmy w piątek po pracy , by zdążyć dotrzeć na miejsce późnym wieczorem. Nocleg oczywiście w namiotach , jak najbliżej lodowca. Wczesnym rankiem około godziny ósmej ruszyliśmy na kajakach i pontonach w stronę jęzora. Po niecałej godzinie wiosłowania przez jezioro Møsevatnet , ukazał nam się majestatyczny, zapierający dech w piersiach widok. Błękitny lód schodził wprost do turkusowego jeziora.

W podskokach uzbroiliśmy się w odpowiednie sprzęty i zaczęła się wspinaczka. Nie było łatwo , Lodowiec był bardzo mocno ,,poszarpany,, , głębokie pęknięcia utrudniały obranie właściwej ścieżki, niejednokrotnie trzeba było nieco zawrócić i ponownie próbować wchodzić wyżej . Jako że jestem początkującym w temacie lodowców , strach i spora dawka adrenaliny dała mi się nieźle we znaki… Widoki i sama świadomość bycia na lodowcu wywołały jednak u mnie tyle hormonów szczęścia, że można było zapomnieć na dłuższą chwilę o codziennych sprawach …

Po kilku godzinach wspinaczki , skokach przez pęknięcia , trzeba było podjąć decyzję o powrocie w dół jęzora. Było to już nieco łatwiejsze. Zapakowaliśmy sprzęt do kajaków i ruszyliśmy turkusowym jeziorem w stronę odległego o godzinę wiosłowania parkingu ,ciężko było oderwać wzrok od pięknego lodowca . … w pełni usatysfakcjonowani , naładowani pozytywną energią , zadowoleni z pogody , rozpoczęliśmy podróż powrotną …. piękne widoki po drodze , dwa promy….

Późnym wieczorem byliśmy w Stavanger.

Jeśli tylko pogoda pozwoli , chcemy zaliczyć jeszcze kolejny jęzor w tym roku.

 

Dziękujemy za chwile wspomnień z Waszej wyprawy –  ekipa w składzie Justyna, Michał, Tomek, Łukasz, Maciej, Ryszard – życzymy spełniania kolejnych marzeń i kolejnych tak bajecznie pięknych wypadów .

Dziękujemy za magiczne zdjęcia dla fot. Ryszarda Cieślaka

Ryszard Cieślak Fotography

 

Jeśli komuś z Was też przydarzyła się przygoda z wyprawą swoich marzeń? Przypomnijcie sobie, jak wyglądały Wasze wakacje , jak spędziliście wypad na miarę podróży swojego życia . Napiszcie nam wspomnienia i przyślijcie do redakcji.

Można je przekazać za pomocą e-maila pod adres:

infostavanger@gmail.com

 

 A.P.
PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here